6.01.2014

ROZDZIAŁ CZWARTY ;-)

Rozdział czwarty




Rose
- Jak wiecie, chcemy się rozwijać w naszej dziedzinie i nie pozostawać w tyle. Ostatnio dostaliśmy pewną propozycję. Dobrze płatną propozycję. Pozwoliłaby ona rozsławić nasze nazwiska na cały świat. Długo się zastanawialiśmy nad nią aż podjęliśmy decyzję... Chcemy wyjechać do Los Angeles. Dwa tygodnie temu zadzwonił do nas ktoś, kto zajmuje się galą MTV. Będziemy mogli nagrywać i robić zdjęcia z przebiegu gali. Odbędzie się ona 19 stycznia. W tym czasie będziemy mogli doszkalać się na innych tego typu imprezach. Ale daliśmy im ultimatum. Możemy pojechać tam tylko z wami. Załatwiliśmy wam miejsca na tej imprezie, a o pracę też nie musicie się martwić. Ty Edward jeśli chcesz możesz pomóc im w doborze muzyki. Jazz, dla ciebie załatwili zaprojektowanie tej gali. Pozwolili ci, tato, abyś nosił pomoc medyczną dla pracowników w czasie przygotowań i gwiazd w czasie występów. Dla Esme i Belli nic nie mogli znaleźć, ale przyda wam się trochę wolnego. A i jeszcze jedno. Zapraszamy też państwa Brandon, bo dostaliśmy dodatkowe miejsca. Proszę was. Zgódźcie się.- popatrzyłam na zgromadzonych błagalnym wzrokiem.
- I od tego momentu nie możecie nic wiedzieć o tegorocznej gali. Nie sprawdzać kto będzie, koło kogo będziecie siedzieć i takie tam. Właściwie nie wiem po co. Do jutra mamy czas do podjęcia ostatecznej decyzji. To co, wchodzicie w to?- dopowiedział mój ukochany, uprzednio obejmując mnie ramionami
- Ja na pewno. Jeśli ma to wam pomóc to nie będę stał na przeszkodzie.- odpowiedział Jasper od razu. A po nim reszta rodziny. Mój uśmiech był coraz szerszy. Spełnię moje marzenia.
Alice
- Panno Brandon, dostała pani kolejny list świąteczny.- powiedziała moja sekretarka przez telefon.
- Proszę położyć go obok poprzednich. Od kogo tym razem?- odpowiedziałam znudzonym głosem. Jak co roku, wszyscy znajomi wysyłają kartki z życzeniami. Nuuda.
- Od państwa Kardashian.
- Dobrze. Przyjdę po nie po pracy.- i rozłączyłam się. Właśnie poprawiałam ostateczne szkice ubrań z kolekcji sylwestrowej. Już od jutra ma się zacząć szycie, więc nie może być żadnego błędu. Jeszcze tylko kilka poprawek i… Odłożyłam ołówek. Wzięłam w dłonie kubek z kawą i odwróciłam się w stronę przeszklonej ściany. Mój „gabinet” znajdował się na przed ostatnim piętrze. Upiłam łyk letniej kawy. Patrzyłam na panoramę miasta. Zawsze marzyłam aby tu zamieszkać. Aż w końcu znalazła się okazja. Studia. Było to najlepsze co mi się mogło wtedy przytrafić. Uśmiechnęłam się krzywo, gdy przypomniałam sobie co było dalej. Nie chciałam tego wspominać. Zaczęłam nowe życie i nikt oprócz moich przyjaciół, nie musi wiedzieć jakie było poprzednie. Wstałam z fotelu, zrobiłam ostatni łyk pobudzającej cieczy i spojrzałam na zegarek. W pół do trzeciej. Zebrałam wszystkie dokumenty razem i odłożyłam je na bok. Uruchomiłam komórkę. Żadnych nowych wiadomości. Udałam się do mojej własnej garderoby. Dziwnie to brzmi ale kiedy jesteście w firmie od czwartej rano, nie macie czasu aby przebrać się w coś bardziej eleganckiego a zaraz przyjdzie jakiś ważny gość na rozmowę to takie pomieszczenie bardzo się przydaje. W tle leciała cicha piosenka, odbijająca się o ściany. Wzięłam oddech. Byłam zmęczona. Kolejną nockę spędziłam w tym budynku. Teraz, przed Świętami Bożego Narodzenia panował tu straszny tłok. Przy życiu utrzymywały mnie tylko napoje energetyczne i tabletki. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Ostatnio straciłam jakąkolwiek ochotę na jedzenie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Nałożyłam na siebie płaszcz i zamieniłam szpilki na kozaki. O czwartej miałam spotkanie z Han u mnie w mieszkaniu. Zamknęłam drzwi na klucz i zjechałam windą w duł. Po drodze pracownicy mówili mi „Do widzenia, panno Brandon” lub inne zwroty grzecznościowe, na które machnęłam ręką. Nie obchodziło mnie to, że jakaś wredna su*a, która mnie nienawidzi tak samo jak ja ją, powiedziała mi coś z udawaną uprzejmością. Odebrałam listy i wydostałam się z tej siedziby. Kiedy odpalałam samochód wydawało mi się, jakbym uciekała z własnego świata. A przecież tak nie jest, prawda? Po chwili byłam w domu. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w coś „mojego”. Coś w czym czułam się choć trochę jak prawdziwa Alice Brandon. Musiałam nałożyć podwójną ilość korektora pod oczy. Znowu. Ech.
Dryyyń!
To pewnie Hanna. Moja pani psycholog i terapeutka w jednym. Osoba która zna moje całe życie, moje historie. Dobrze wiedziała na co się pisze, gdy podjęła decyzję aby mi pomóc. Sama nie mogłam podołać problemom.
- Witaj kochanie! Jak to dobrze znowu ciebie zobaczyć, Ali.
- Cześć, Han! Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak cierpiałam gdy ty wypoczywałaś na Bahamach. Zrobić ci kawę?- przywitałam się z moją koleżanką.
- Tak, poproszę.
- Rozgość się.
Po paru minutach, niosłam na tacy dwie filiżanki kawy w stronę salonu. Usiadłam naprzeciwko jej.
- Czy coś się zmieniło w twoim życiu, Ali?
- Nie. Na razie nic. Wczoraj tylko widziałam tą Angelę w butiku Diora. Pracuje tam.
- Wygarnęłaś jej wszystkie nieprzyjemności, które miałaś wobec niej?
-Chciałam ale…nie umiałam. Nie umiałam sobie poradzić z jej przybyciem do LA. Myślałam że wszyscy zostaną na zawsze w Forks. A tu proszę. Niespodzianka.
-Chyba dużo pracowałaś. Masz bardzo podpuchnięte oczy.
- Ech. Muszę teraz więcej czasu poświęcać firmie. Dostajemy coraz więcej zamówień. To…
- Ale pamiętasz, co mówiłam ci na ostatnim spotkaniu? Praca to nie wszystko. Niedługo, przejdzie koło twojego nosa coś ważnego. Nie pieniądze, nie nowe kontrakty, filmy, płyta. Może miłość? Zakoduj to sobie w swojej ślicznej główce. Mam wrażenie że z czymś sobie nie radzisz. Wiesz o tym, że jestem tu dla ciebie, więc możesz się otworzyć. Wyrzucić z siebie to co zatrzymujesz.
- Ja… Coraz częściej rozmyślam nad moją rodziną. Nad moimi „kolegami z klasy”. O Tomasie. I o bulimii, chorobie. Czuję, że nigdy nie odetnę się od tego. Prześladują mnie. Starałam się więcej pracować, po nocach ale i tak mam czas na myślenie o nich. Wczoraj też, po raz pierwszy od roku, widziałam moją bliznę. Miley zauważyła że nic nie jem. Owszem, wiem do czego to prowadzi lecz wiem też jak bym się czuła gdybym teraz coś zjadła. Stojąc przed lustrem nie widzę siebie. Widzę grubą frajerkę z okularami z czasów szkolnych. I jeszcze te Święta.
- Czyli powróciłyśmy do punktu pierwszego. Posłuchaj mnie uważnie. Twoja historia życiowa jest bardzo bolesna i skomplikowana. Jeśli będziesz intensywnie o tym myślała, to tak jakbyś rozdrapywała stare rany. Do niczego cię nie prowadzi. Mam pewną teorię. Ty jeszcze nie pogodziłaś się z tym, jacy oni byli. Usilnie starasz się patrzeć na siebie w jak najgorszym świetle a na innych, jak najlepszym. Mam dla ciebie zadanie. Na początek, wyślij do swoich bliskich z Forks prezenty. A co do bulimii, to wiesz do czego cię prowadzi ta droga? Dlatego, jak wyjdę, masz coś zjeść. Mam nadzieję, że bierzesz tabletki? I pamiętaj. To ty jesteś fantastyczna!
- Postaram się. Ale to jest trudne, wysłać im coś, gdy od paru lat dostawali tylko kartki świąteczne. Wiem, co robię ze swoim organizmem, ale… Ja nie potrafię. Jak zjem to boli mnie brzuch. Tabletki biorę. Tylko muszą mi przysłać nowe opakowanie, bo wystarczy mi do końca tego miesiąca.
- Może potrzebujesz silniejszych leków? Nie znam się na tym ale w twojej przypadłości nawet najmniejszy ból brzucha, może być czymś poważniejszym.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Niedługo będę miała wizytę kontrolną, wytrzymam do tego czasu.
- Na pewno? Jakby coś się działo to szybko zadzwoń do niego. Tak więc, zapamiętaj o czym ci mówiłam i cały czas, kiedy przypomnisz sobie o nich, mów sobie, że jesteś fantastyczna. Bo to jest prawda, kochanie. Ja już muszę iść na następną wizytę. To do zobaczenia za miesiąc. Prawie bym zapomniała, wesołych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku!
- Nawzajem i dzięki że przyjechałaś, skarbie. Jestem ci bardzo wdzięczna. Do zobaczenia!
Potem słyszałam już tylko odgłos ruszającego auta.


No i następny za nami. :*******
1. Hmm... Wiem że wchodzicie na mojego bloga, i jestem z tego bardzo zadowolona ale nie widać tego w komentarzach. Przez cały czas komentują te same osoby, za co im serdecznie dziękuję. Nie chcę robić czegoś takiego jak "10 kom. - następny rozdział" więc...
2. Wiecie zaczyna się szkoła a ja mam do napisania dwie bardzo ważne prace na konkurs. Dlatego nie bądźcie na mnie źli, gdy nie będzie rozdziału do 31 stycznia. Postaram się coś w wolnej chwili napisać, ale nie obiecuję. 
3. Jak spędziliście przerwę świąteczną? Macie ochotę jutro iść do szkoły? ;-) 
Pozdrawiam! ;*** 
Viera Kolorowa xoxo.

Music Player

Szablon wykonała DaFne z Wyimaginowanej Grafiki.